Главная страница

Obóz dla internowanych w Karolewie – prowizoryczny obóz koncentracyjny dla mieszkańców Ziemi Krajeńskiej, utworzony przez niemiecki Selbstschutz we wrześniu 1939 r. w majątku ziemskim Karolewo w pobliżu Więcborka. W Karolewie osadzono Polaków aresztowanych i przywiezionych do likwidacji w ramach tzw. Intelligenzaktion, jak również pewną liczbę Żydów, stąd uznawany jest czasem za jeden z pierwszych obozów zagłady utworzonych na ziemiach polskich w trakcie niemieckiej okupacji. Ocenia się, iż do momentu likwidacji obozu w grudniu 1939 r. w Karolewie i okolicznych lasach zamordowano od 4000 do 10 000 ludzi.

Powstanie obozu

Intelligenzaktion prusy zachodnie.png

Sępólno Krajeńskie zostało zajęte przez oddziały Wehrmachtu już w pierwszych dniach kampanii wrześniowej. Niemal od razu władzę w mieście i całym powiecie przejęli członkowie miejscowego Selbstschutzuparamilitarnej formacji złożonej z przedstawicieli niemieckiej mniejszości narodowej, zamieszkującej przedwojenne terytorium Rzeczypospolitej. Na czele miejscowej struktury Selbstschutzu (z siedzibą w Sępólnie) stanął SS-Standartenführer Wilhelm Richard, do jesieni 1939 r. członek 42. SS-Standarte w Berlinie[1]. Jego jednostka, której zakres działania obejmował powiaty sępoleński i tucholski, podlegała z kolei VI inspektoratowi Selbstschutzu w Chojnicach, na którego czele stał Standartenführer Heinrich Mocek[2].

Niezwłocznie rozpoczęły się masowe aresztowania. Kierując się przygotowanymi jeszcze przed wojną listami proskrypcyjnymi Niemcy uwięzili tysiące mieszkańców Ziemi Krajeńskiej zaangażowanych w latach międzywojennych w działalność polityczną, gospodarczą, społeczną, oświatową, kulturalną bądź religijną. Wśród nich znalazło się wielu księży katolickich, nauczycieli, urzędników, pracowników służb mundurowych, żołnierzy powracających do swych domów, jak również członków Polskiego Związku Zachodniego oraz Ligi Morskiej i Kolonialnej. Nierzadko ofiarą aresztowań padały jednak osoby, do których członkowie Selbstschutzu żywili po prostu osobiste urazy bądź pretensje. Przyczyną zatrzymania mogła być też chęć zagarnięcia mienia aresztowanego Polaka. Na celowniku okupanta znaleźli się ponadto Żydzi[3][4][5].

Aresztowanych przetrzymywano początkowo w rozmaitych tymczasowych miejscach zatrzymania, takich jak: szkoły, więzienia sądowe, areszty gminne itp., po czym kierowano do zorganizowanych przez Selbstschutz prowizorycznych obozów internowania[2]. Obozów takich powstało na Pomorzu łącznie 19, z czego dwa – w Radzimiu i Karolewie – funkcjonowały w powiecie sępoleńskim[6].

Karolewo to niewielka miejscowość w południowej części powiatu sępoleńskiego, leżąca około 10 kilometrów na wschód od Więcborka[7]. Wybrano ją na lokalizację obozu ze względu na odosobnione położenie – z dala od większych ośrodków miejskich i wiejskich oraz głównych dróg[8].

Obóz dla internowanych w Karolewie utworzono 17 września 1939 r. na terenie polskiego majątku ziemskiego należącego do Wacława Łuczyńskiego. Obóz zorganizował Otto Karl Bonin – były zarządca dworu – przy współpracy szefa lokalnej komórki NSDAP, Hansa Jurgena von Wilckensa z Sypniewa[7]. Komendantem został natomiast Herbert Ringel – z zawodu siodlarz, a zarazem znany w Więcborku pijak i włóczęga[9]. Funkcję jego zastępcy pełnił więcborski listonosz Karl Marquardt[3].

Obóz był w stanie jednorazowo pomieścić najwyżej 600 więźniów, których lokowano w piwnicach pałacu oraz w budynkach gospodarczych (obory, szopy itp.). Złożona z członków Selbstschutzu załoga rezydowała w pokojach XIX-wiecznego pałacu[3].

Egzekucje w Lasach Karolewskich

Nazwa „obóz dla internowanych” była eufemizmem, mającym ukryć prawdziwe przeznaczenie obozu w Karolewie. Więzieni tam Polacy i Żydzi byli bowiem zasadniczo przeznaczeni do eksterminacji – głównie w ramach tzw. Intelligenzaktion[6]. W okresie trzech miesięcy funkcjonowania obozu większość więźniów Karolewa została w bestialski sposób zamordowana, stąd uznawany jest on czasem za pierwszy, obok Radzimia, obóz zagłady utworzony na ziemiach polskich w trakcie niemieckiej okupacji[8]. Masowych egzekucji więźniów bez przerwy domagał się zwłaszcza powiatowy dowódca Selbstschutzu, SS-Standartenführer Wilhelm Richardt. Często wizytował on obozy Selbstschutzu w Karolewie i Radzimiu, dopytując zawsze ilu Polaków zostało rozstrzelanych. Podkreślał, że powinni zostać zabici, ponieważ nikt nie jest zainteresowany tworzeniem dużych obozów i „karmieniem tam Polaków”[1].

Z uwagi na ograniczoną pojemność obozu oraz fakt, iż wciąż dowożono nowych aresztowanych (także z terenów innych powiatów), Niemcy zastosowali swego rodzaju rotację. Równolegle z dowożeniem nowych partii więźniów odbywały się rozstrzeliwania już uwięzionych[2]. Przed śmiercią czekała ich zazwyczaj niewolnicza praca w sąsiednich majątkach niemieckich[3]. Nie zapominano przy tym o zasadniczym celu – czyli eliminacji najbardziej „niebezpiecznych dla Rzeszy” więźniów. Według relacji naocznych świadków listy egzekucyjne podpisywał i zatwierdzał osobiście Hans von Wilckens, który swojemu pracownikowi Feliksowi Migawie miał powiedzieć: „Każdy Polak musi przejść przez obóz”[10].

Zwykle więźniów mordowano w grupach 40-osobowych[4], choć zdarzyło się, że 27 września zamordowano około 100 Polaków, po czym oprawcy zorganizowali z tej okazji specjalną libację. Egzekucje nierzadko poprzedzano biciem i torturami wybranych skazańców[7]. Rozstrzeliwanych dobijano łopatami, kolbami, a niekiedy zakopywano jeszcze żywych. Przed rozstrzelaniem gwałcono dziewczęta i kobiety[11].

Pracowałem z całą grupą przy kopaniu rowów i zasypywaniu grobów, zapełnionych trupami. Były tam ślady okrucieństw. Przy kopaniu rowów i zasypywaniu napotykaliśmy na odrębne członki ciał, co było dowodem, że nie tylko strzelano, ale rąbano tępymi narzędziami i w najohydniejszy sposób dokonywano morderstw – wspomnienia Juliana Basa[12].

Znaczono krzyżykami tych, którzy mieli być w tym dniu straceni. Grupę tę odsunięto od ogółu, a resztę brano do prac. Skazanych obnażano (…) Po tym zaczęto się nad nimi znęcać. Bito sprężynami stalowymi albo zaszytymi w skórę kulami z ołowiu, jak i łańcuchami okręconymi w drut kolczasty. Później małe grupki pędzono do lasu. Tam były przygotowane rowy długości około 100 metrów – wspomnienia Franciszka Gondka[12].

Obóz w Karolewie został rozwiązany 15 grudnia 1939 r. W okresie trzech miesięcy funkcjonowania obozu przewinęło się przezeń kilka tysięcy Polaków (według różnych źródeł od 4500 do nawet 10 000), z których ogromna większość została zamordowana[8]. Określenie dokładnej liczby ofiar jest w zasadzie niemożliwe, gdyż Niemcy dokonywali egzekucji na obszarze całego kompleksu leśnego, a miejsca zbrodni starannie maskowali – m.in. poprzez sadzenie młodych drzew[7]. Obóz w Karolewie można jednak bez wątpienia określić jako jedno z największych miejsc straceń na Pomorzu[3].

Większość ofiar (według niektórych źródeł ok. 4000[13]) pochodziła z powiatu sępoleńskiego. Wielu więźniów Karolewa trafiło jednak do obozu z sąsiednich powiatów: bydgoskiego, chojnickiego, kościerskiego, tucholskiego i wyrzyskiego[3]. Wśród ofiar była też pewna ilość Żydów.

Po wojnie

Tuż po zakończeniu działań wojennych przystąpiono do ekshumacji ofiar egzekucji w Lasach Karolewskich. W 1945 r. wydobyto zwłoki 962 osób. Kolejne ciała odnaleziono podczas prac poszukiwawczych prowadzonych w 1946 r.[3] Łącznie w grobach rozsianych po Lasach Karolewskich udało się odnaleźć 1781 ciał ofiar nazistowskiego terroru[14]. W 1947 r. w lesie powstał cmentarz ofiar obozu.

W późniejszych latach na terenie cmentarza postawiono kaplicę, na której ścianach zawieszono tablice z nazwiskami tych pomordowanych, których udało się zidentyfikować. Kaplica znajduje się pod opieką parafii w Wielowiczu. Każdego roku we wrześniu odprawiane są tam okolicznościowe nabożeństwa ku pamięci ofiar[13]. Na ścianie dworu, w którym mieścił się obóz umieszczono natomiast tablicę pamiątkową[8].

Zobacz też

  1. a b Maria Wardzyńska: Był rok 1939. Operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce. Intelligenzaktion. Warszawa: Instytut Pamięci Narodowej, 2009, s. 169. ISBN 978-83-7629-063-8.
  2. a b c Michał Sokołowski. Zamordowani w Rudzkim Moście. „Biuletyn Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu, Numer Specjalny 4(34)”, październik 2005 r.. 
  3. a b c d e f g Romuald Rosiński. Zagłada inteligencji krajeńskiej jesienią 1939 r.. „OBOK Krajeński Kwartalnik Kulturalny nr 3/2007 (7)”. 
  4. a b Marietta Chojnacka: Niedziela, godzina 15.00, Karolewo - Msza upamiętniająca kaźń . Gazeta Pomorska, 2 września 2009. [dostęp 29 września 2009].
  5. Andrzej Gąsiorowski: Zbrodnia w Piaśnicy na tle innych miejsc kaźni na terenie okupowanej Polski w: Piaśnica oskarża (red. Stanisław Janke). Wejherowo: Urząd Gminy Wejherowo, 2009, s. 12. ISBN 978-83-926619-1-7.
  6. a b Bogdan Chrzanowski: Eksterminacja ludności polskiej w pierwszych miesiącach okupacji (wrzesień-grudzień 1939) w: Stutthof: hitlerowski obóz koncentracyjny. Warszawa: Interpress, 1988, s. 17. ISBN 83-223-2369-7.
  7. a b c d Przemysław Tojza: Miejsca Pamięci Narodowej w Nadleśnictwie Runowo. [dostęp 29 września 2009].
  8. a b c d Dwór w Karolewie. [dostęp 29 września 2009].
  9. Za awanturnictwo i niesubordynację zastrzelony zresztą przez żandarmerię niemiecką na początku 1940 r.
  10. W. Jastrzębski (red.), Dzieje Sępólna i powiatu, Bydgoszcz 1974, s. 197-198.
  11. Konrad Ciechanowski: Obozy podległe organom policyjnym w: Stutthof…. s. 46.
  12. a b Krajna w czasach eksterminacji . Szlaki Pamięci. [dostęp 15 października 2009].
  13. a b Kaplica w Karolewie. [dostęp 29 września 2009].
  14. Andrzej Gąsiorowski: Zbrodnia w Piaśnicy na tle innych miejsc kaźni... op.cit., s. 14.

Bibliografia